Mieszkam na Śląsku, a studiowałem w Krakowie. Tak więc okres studiów spędziłem najpierw w akademiku( gdzie mieszkałem przez dwa lata ), a kolejne trzy lata na prywatnych kwaterach.
Codzienne imprezy, wizyty nieproszonych gości, mili i mniej mili panowie portierzy, nauka w ogólnie panującym hałasie – ten klimat był do przyjęcia przez pierwszy okres studiów i wspominam go bardzo miło. Jednak po dwóch latach w akademiku doszedłem do wniosku, że pora na zmianę, że potrzebuję więcej spokoju, prywatności – czego akademik mi oczywiście nie mógł zagwarantować. Przez następne trzy lata mieszałem w trzech prywatnych kwaterach i co ciekawe, zawsze w tle swoją rolę odgrywał grzejnik. Na pierwszej stancji przez niesprawny grzejnik o mało nie wylądowałem w szpitalu z powody wychłodzenia organizmu – kiedy przy siarczystym mrozie w środku nocy przestał działać. W kolejnym mieszkaniu przepływowy grzejnik wody okazał się również pechowy i tylko dzięki rutynowej kontroli kominiarzy udało mi się uniknąć poważnych konsekwencji. Na piątym roku grzejnik był sprawny, ale i tak miałem z nim przygodę, otóż dzień przed obroną pracy magisterskiej w roztargnieniu położyłem na grzejnik obłożoną pracę magisterską. Kiedy się obudziłem zamiast pracy magisterskiej znalazłem pofałdowane coś przypominające moją pracę.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.